Katarakta

Imitosis Andrew Bird

Nie będę pisać o tym jak wróciłam, bo nadal nie mam ochoty opisywać jak smutno się to wszystko kończyło i na tym poprzestanę.

Znowu Polska! Wstyd przyznać, ale nic się tu nie zmieniło. Szkoda tylko, że pogoda jest gorsza niż w Tampere. To jest po prostu granda! Myślałam, że będę leżeć na zielonej trawce w skąpym bikini, opalając moje trochę już bardziej wyposażone ciało, a tu wielkie gucio. Od tygodnia leje tak jakbyśmy żyli przynajmniej w czasie pory deszczowej gdzieś niedaleko terenów podzwrotnikowych. To nie tak miało wyglądać!

Byłam w Warszawie kilka dni, w sumie to dwa, ale spędziłam je tak jak zamierzałam. Spotkałam kogo chciałam, podokuczałam Michałowi, głównie jemu bo to z nim spędziłam prawie 3/4 tego czasu, ale on chyba nie był mocno niezadowolony. Oby! A jak mnie już więcej nie zaprosi? O mamma mia!

A propos włoskiego, to czas byłoby rezerwować bilety, a ja prawie nic w tym kierunku nie zrobiłam. Ach nie mogę się doczekać tego wyjazdu, witaj przygodo! (dla wtajemniczonych ;) ) Asia jak zwykle jest równie nieogarnięta co ja, więc musimy się zmobilizować. Może uda nam się znaleźć jakiegoś fajnego Fina dla Aśki we Włoszech (no co, przecież może się tak zdarzyć).

No i oczywiście sensacją jest wyjazd do Poznania w sierpniu na R A DIOHEA_D!!!!!!! Wtorek 25 sierpnia, Cytadela, zobaczymy Radiohead liveeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee :)

A teraz to ja się uczę do Polityki zagranicznej RP, którą mam niestety do zaliczenia jak cały mój rok. Straszne nudy.


About this entry