Te same dni tak jak rekurencje w lustrach

Deszcz bębni w blaszany parapet za oknem, jest ciemna i zimna noc. Mam gęsią skórkę, bo z uchylonego okna płynie chłodne powietrze, muskając moje nagie stopy, łydki, uda i ręce. Leżę na łóżku, ze słuchawkami na uszach bo odcinam się od otaczającego mnie świata. Boli mnie głowa, nie mogę skupić wzroku na nieruchomym punkcie, czuję pulsujący ból w skroniach. Coś miażdży mi czaszkę, niby niewidzialne imadło.

Muzyka uspokaja, zagłusza ból. Jest lżej, jest lepiej. Pezet Noon, mimo że nie jestem fanką hip hopu, śpiewa o tym co jest we mnie, tak wprost mówi o kolejach losu. Niezmiennie zmiennych, paradoksalnie mających znaczenie w całym moim życiu. Decyzje i wybory, wszystko to kształtuje mnie. Myślę, że czasami można żałować pewnych zachowań, trzeba jednak umieć ponosić ich konsekwencje, ryzyko błędu. Cena dorosłości i dojrzałości.

Wcale nie uważam, że istnieją idealne rozwiązania, idealni ludzie, idealne wzorce zachowań. Tylko zastanawia mnie dlaczego ludzie żyją na różnych płaszczyznach, często nie rozumiejąc siebie nawzajem. Może to złożoność natury człowieka. A może czysta wygoda, egoizm i egocentryzm?

Jestem egoistką, najprawdziwszą z krwi i kości. Patrząc na siebie z innej perspektywy, widzę jak bardzo nie przypominam kogoś za kogo się uważam. To przerażające, a po części niezrozumiałe dla mnie.

Dlatego odnajduję się teraz w fotografowaniu. Muzyka w mojej głowie, obrazy przed oczami. Wszystko na swoim miejscu. Oprócz mnie.

Podobno całkiem niezłe ujęcie. Nie wiem, to opinia innych.

I na koniec Pezet:

Zacieram dłonie, pada śnieg
Zaciskam dłonie w pięść
Ta iskra płonie gdzieś
Jeszcze trzeba iść, wiem że
Ten na drzewach śnieg
Jest tak samo zimny jak ten we mnie.

Dalej pada deszcz. Krople na oknie.


About this entry