Lampka wina. Jedna, druga, trzecia. Spokojnie. Weekend. To był super ciężki tydzień. Od poniedziałku liczyłam dni, kiedy będzie wreszcie piątek. Z utęsknieniem czekałam na chociaż chwilę wolnego, bo ten tydzień w pracy to była istna katorga. Praca pod presją czasu plus wielki, wręcz ogromny nacisk na wyniki. Plus stres, stres, stres. Było ciężko. W piątek po wypiciu 2 kaw, czułam się jak naspidowana. Wieczorem, spotkanie z ludźmi, którzy pytają co u Ciebie chociaż tak naprawdę nic ich to nie obchodzi. Smutni ludzie, smutna rzeczywistość. Dobrze, że już sobota…
Istne wariactwo. Praca, uniwerek, przeprowadzka i tysiąc innych problemów.
Mówisz mi – dasz radę, odpowiadam – muszę, bo jak inaczej?
Ale i tak nie wiesz jak bardzo mi ciężko.
„Widziałem wiele, ten świat uczy którą drogę wybrać.
Nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać.„