Fineczka w Polsce czyli Ala po Erasmusie
Kożuch już głęboko w szafie.I’m not there. Gdzie indziej jestem.
W moim świecie nieustannie krążą wspomnienia. Ludzi, czynów, piętna mijających lat, miesięcy i dni. Wczoraj padał deszcz i nie zmył śladów gdzie jeszcze niedawno ktoś trzymał ciasno moją dłoń, a jutro być może zobaczymy tylko nasz cień z oddali, by nie podchodzić za blisko, by znów się nie dotknąć przypadkowo skrawkiem ubrania.
Jak wiele trzeba przeżyć żeby nauczyć się, że nie wszystko ma prawo trwać wiecznie i że nie zawsze jest z góry skazane na powodzenie? Ktoś powie dziesiątki lat, a ja powiem, że tylko przez wspomnienie. Nie dwa, nie pięć, wystarczy jedno, ale tak trwałe, tak smutne, tak ciężkie jak kamień milowy, jak rozgrzane grzechem sumienie. Czy jeśli to wszystko tutaj napiszę, będę szczęśliwsza, lepsza, mądrzejsza o to wszystko? Nie, z pewnością. Ale będę o tym pamiętać, bo słowa wypowiedziane, przemyślane a jednak utrwalone zawsze do mnie wracają. Są częścią wspomnień, są częścią mojego ja.
***
Ja nie ulatuję z wiatrem, tak jak często śpiewam sobie w piosence Noir Desir, Le vent nous portera. Francuski mnie uspokaja, lubię dźwięk słów, lubię ich anatomię. To fonetyczna uczta. To także wspomnienie, wiele niemożliwych teraz do zrozumienia i z nieprzebytą chęcią do ich odtworzenia, jeszcze raz. Raz po raz. W biegu, w tańcu, w radości i w deszczu. W zapachu mgły i dźwięku pociągu, w hałasie dnia codziennego i ciszy późnej nocy. Taki jest francuski, nienamacalny, odległy i wysublimowany. Język ciała, język duszy. To tak jak szarość dnia złamana wiązką kolorowych kwiatów, szarość życia rozświetlona jednym uśmiechem.
To dlatego kocham francuskie filmy, gdzie absurd życia miesza się z szaleństwem, nostalgią i pogonią za czymś innym niż to co powszednie. Kto widział 2 dni w Paryżu, Amelię czy Paris, je’taime wie o czym mowa.
***
Moje myśli są jak niepoukładany stos książek miłośnika czytania. Pełno w nich sprzecznych tytułów, czasem jakieś zagięte kartki i krople kawy z ostatniego śniadania. Bo mój stream of consciousness musi być taki sam jak ja, jak moja szafa i jak całe moje życie. I nikt chyba tego do końca nie zrozumie, bo co, jak i dlaczego?
Dalej, dalej byle biec, byle nie dać złapać się.
Ja naprawdę lubię kiedy jest tak jak teraz. W każdym znaczeniu. Lubię gdy pada zimny deszcz, kiedy piję pół zimną kawę z mlekiem, kiedy słucham Led Zeppelin. Wszystko wydaje się poukładane. Tak chyba powinno być. Czasem przeglądam zdjęcia, raczej się nie smucę bo wiem, że pewne rzeczy lubią się kończyć w taki a nie inny sposób. Lubię wspominać, ale jeszcze bardziej lubię marzyć. O przyziemnych słabościach i raczej niedostępnych (jeszcze) sferach rzeczywistości. Dość odległej.
Jedno marzenie już spełniłam, spędziłam wspaniały rok w Finlandii. Teraz czekam na kolejne podróże, już niedługo Włochy, Rzym. To naprawdę interesujące jak przez rok można poznać ludzi i później móc się z nimi spotykać na całym świecie. Włoskie wakacje będą pierwszą taką okazją, plus znów odkryję uroki couchsurfing’u.
We wtorek egzamin, a ja powoli czuję nadchodzący stres. A później już tylko praca, praca, praca. I wakacje, i marzenia.
Katarakta
Imitosis Andrew Bird
Nie będę pisać o tym jak wróciłam, bo nadal nie mam ochoty opisywać jak smutno się to wszystko kończyło i na tym poprzestanę.
Znowu Polska! Wstyd przyznać, ale nic się tu nie zmieniło. Szkoda tylko, że pogoda jest gorsza niż w Tampere. To jest po prostu granda! Myślałam, że będę leżeć na zielonej trawce w skąpym bikini, opalając moje trochę już bardziej wyposażone ciało, a tu wielkie gucio. Od tygodnia leje tak jakbyśmy żyli przynajmniej w czasie pory deszczowej gdzieś niedaleko terenów podzwrotnikowych. To nie tak miało wyglądać!
Byłam w Warszawie kilka dni, w sumie to dwa, ale spędziłam je tak jak zamierzałam. Spotkałam kogo chciałam, podokuczałam Michałowi, głównie jemu bo to z nim spędziłam prawie 3/4 tego czasu, ale on chyba nie był mocno niezadowolony. Oby! A jak mnie już więcej nie zaprosi? O mamma mia!
A propos włoskiego, to czas byłoby rezerwować bilety, a ja prawie nic w tym kierunku nie zrobiłam. Ach nie mogę się doczekać tego wyjazdu, witaj przygodo! (dla wtajemniczonych ;) ) Asia jak zwykle jest równie nieogarnięta co ja, więc musimy się zmobilizować. Może uda nam się znaleźć jakiegoś fajnego Fina dla Aśki we Włoszech (no co, przecież może się tak zdarzyć).
No i oczywiście sensacją jest wyjazd do Poznania w sierpniu na R A DIOHEA_D!!!!!!! Wtorek 25 sierpnia, Cytadela, zobaczymy Radiohead liveeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee :)
A teraz to ja się uczę do Polityki zagranicznej RP, którą mam niestety do zaliczenia jak cały mój rok. Straszne nudy.
If I wrote you a symphony, to say how much you mean to me, what would you do?
17 maja i 5 dni do powrotu do Polski. Cieszę się, że to już. Cieszę się, że Was zobaczę.
Chociaż wiem jak bardzo będę tęsknić, jak wiele razy będę wspominać. Za każdym razem gdy usłyszę jakąś melodię, ktoś wypowie czyjeś imię, zobaczę jakieś zdjęcie.
Ten kto nigdy nie był na stypendium, Erasmusie czy jakimkolwiek innym, nigdy nie zrozumie co to znaczy.
Ale ja nie mówię żegnaj, ja mówię do zobaczenia wkrótce. I wierzę, że tak będzie.
Vappu
Vappu, Vappu i się skończyło. Cztery długie dni szaleństwa, spotkania z ludźmi z pierwszego semestru, imprezy do wczesnych godzin rannych (tak jak dziś do prawie 6.00) i mile spędzony czas. Trochę alkoholu, trochę dobrego jedzenia (dzisiejsze barbecue) i trochę dobrej zabawy z Robertem-Siwito back in Tampere.
Plus trochę zdjęć z ostatnich dni, początków maja.
Wiosna/lato w Finlandii pełną gębą :)
Everything is borrowed
W bibliotece, gdzie teraz jestem, słońce powoli wlewa się przez okna, a promienie odbijające się od szklanych budynków uniwersystetu łaskoczą mnie po twarzy. Teoretycznie powinnam siedzieć, czytać i ewentualnie coś pisać. Owszem przeczytałam. Trzy strony skryptu z polityki zagranicznej RP, wszystkie wiadomości z dziennik.pl, maile czekające na swoją kolej w skrzynce. Wszystko tylko nie to co trzeba. Fakt, do jednego kursu brakuje mi materiałów – nie moja wina, że nie ma ich w moodle. Sprawdzałam pięć razy. Z drugiego mam mnóstwo materiałów, ale wiem że mogę to ogarnąć w jeden dzień, więc nie będę się jeszcze tym zamartwiać.
Ale! Zaczęło się Vappu, a raczej imprezy preVappu, bo same święto wypada 1 maja i trwa przez trzy kolejne dni. Tak więc jest to święto studentów i robotników. W ciągu dnia odbywają się pikniki, wszystko na świeżym powietrzu, a wieczorami/nocą imprezy w klubach. Wczoraj byłam na takiej w Saha i było świetnie. Przejchało mnóstwo Erasmusów z pierwszego semestru, zrobiło się sentymentalnie. Imprezowaliśmy do rana, a ja teraz nie mam siły nawet skupić się na czytanych słowach.
I came to this world with nothing
And I leave with nothing but love
Everything else is just borrowed.*
Prawdziwe, co? Thanks to The Streets.
I’m lost but not stranded yet
wspomnienie jesieni
zapach nas
ciągle mam,
poupychany w kieszeniach
wszechobecny smak
nas
przemierzających milowy las.
i oddechów wspólny rytm
i splot oczu
i dotyku blask.
łatwiej byłoby milion mil stąd,
a jestem tuż obok, niepotrzebnie.
my dear first love.
***
dear love
heart of stone
eyes without life.
dear love
empty kisses
painful touch.
dear love
face without shape
unblushed cheeks.
dear love
buried deep down
all alone, undiscovered.
***
Feel good
And all I wanna hear is the message beep.
My dreams, they’ve got to kiss, because I dont get sleep, no.
*
dodaj
odejmij
kawałek po kawałku
znikamy.
zgubiłam
myśli tamtego dnia
zapamiętałam
pęk dobrych chwil.
reszta
w albumie
sprzecznych zdarzeń,
w studni życzeń
bez dna.
głęboko,
coraz głębiej.
***
telefony
halo
czy to Ty
ze smutkiem
w głosie
halo
czy to ja
z zapomnieniem
w oczach
halo czy to my
z przeszłości
fotografii?
halo?
głuchy telefon.
i głos:
nie ma takiego numeru.
***
memoir
dear
how far did we go
in assumptions,
empty gazes?
full of passion
in my bed all those
hours.
dear love
one for all
beaten up by sudden
thought of freedom;
head up!
unexpected meet of hands,
first and last kiss
do you recall?
amnesia,
that’s how we disappear.
***
nurt
spojrzałam na to zdjęcie dziś
i
pocałowałam je
nieświadomie
myśląc, że to
już dawno za mną,
spalone wszystkie
mosty.
a ja
w nurcie rzeki
tonąc
płynę pod prąd.
Nie piszę tego dla zabawy. Piszę, chociaż wy nie umiecie sobie wyobrazić dlaczego. To moje emocje, poutykane w znakach, literach i dźwiękach. To radość i smutek, to żal i zrozumienie. Pisząc uzewnętrzniam to czego nigdy głośno nie powiem, nikomu się z tego nie zwierzę. Nie wyrażę tego werbalnie.
Czytając to, nie oceniaj mnie. Postaraj się tylko zrozumieć.
Aprilish
Obiecywane zdjęcia z wojaży fińskich. Poniższe zdjęcia pochodzą z Tampere, Turku i okolic (Dragsfjard na Archipelagu Turku) oraz Helsinek i wyspy Suomenlinny.
Entre les dérapages
Entre les lignes d’orages
Entre temps entre nous…
Noir Desir, Lost
Le vent nous portera
Le vent l’emportera
Tout disparaîtra mais
Le vent nous portera
Pusto się zrobiło w moim pokoju. Mama wyjechała dziś koło południa, już pewnie jest na lotnisku w Turku. Nawet świeci słońce, chociaż ciepłem nie rozpieszcza. A w Polsce zapewne upały, a jeśli nie to na pewno cieplej niż tutaj.
Został trochę ponad miesiąc do mojego powrotu, tak szybko mija ten czas.
A wiatr wszystko uniesie.
Zdjęcia z przygód z moją mamą w Finlandii wkrótce.

















































